Anita Sobańska – kobieta pracująca

ippMiałam przyjemność porozmawiać z panią Anitą Sobańską, aktualnie kierownikiem projektu i specjalistą od uzdatniania wody w firmie Skanska. Jest świetnym przykładem dla każdego studenta budownictwa, gdyż jej ścieżka kariery przedstawia się imponująco, a rozpoczęła ją już na czwartym roku studiów.

-Studiowała Pani na Politechnice Rzeszowskiej. Czemu wybrała Pani właśnie tę uczelnię?

-Wybrałam ją, ponieważ zdawałam w tamtym czasie na trzy uczelnie, dwie z nich były bardzo oddalone od mojego miejsca zamieszkania, Wrocław i Białystok, a ja pochodzę z Tomaszowa Lubelskiego. Rzeszów był najbliżej. Nie spodziewałam się, że moje losy się w tym kierunku potoczą, ponieważ aspirowałam w specjalność architektury krajobrazu zielonego. W Rzeszowie wybór specjalizacji był dopiero po trzecim roku. Życie bywa jednak nieprzewidywalne i nie do końca nasze plany idą tak, jak byśmy chcieli na początku. Polubiłam budownictwo, dlatego zmieniłam zdanie i wybrałam konstrukcję jako przewodni kierunek mojej specjalności.

– I nigdy Pani nie myślała, żeby wrócić jednak do architektury?

-Nie. Będąc na studiach miałam wiele wątpliwości, jednak najwięcej ich było po liceum. Na studiach były przez pierwsze dwa lata, gdy tak średnio mi szło z matematyką, fizyka też ciężko przyswajalna. Ale później zaczęłam się wybijać z ocenami i rozumieć rzeczy konstrukcyjne, które przychodziły mi z wielką łatwością. Nawet się nie spodziewałam, że będę wśród osób potrafiących opanować mechanikę budowli, a na palcach jednej ręki można było je policzyć.

-W którym momencie zdecydowała się Pani pójść na budowę?

-To ukształtowało się przez lata studiów. Nie wyobrażałam sobie, że po ukończeniu studiów nie będę w stanie iść dalej drogą kariery, tylko zamknę się w biurze w urzędzie gminy i będę papierki przekładać. To nie jest dla mnie droga rozwoju, a zawsze trzeba stawiać na swój własny rozwój.

-Co Panią zaskoczyło na rynku pracy, kiedy zaczynała Pani swoja karierę zawodową? Czy było w ogóle coś takiego?

-Zaskoczyło mnie to, że, po pierwsze, kończąc budownictwo ogólne, konstrukcję, trafię do firm inżynieryjnych. To było dla mnie duże zaskoczenie. Co prawda na początku skierowano mnie na roboty żelbetowe, ale później, z racji potrzeby firmy musiałam zająć się technologią uzdatniania wody, montażem rur, a na ten temat nie wiedziałam prawie nic, oprócz tego, że rura ma przekrój kołowy. To był dla mnie kolejny bodziec do rozwoju. Skoro mój szef widzi, że będę potrafiła to zrobić, to dlaczego mam się tego nie nauczyć. I tutaj pojawiła się propozycja drugiego kierunku studiów, inżynierii środowiska, na których nauczyłam się o tych rurach więcej, zaczęłam poznawać sieciowe sprawy technologiczne. Już nie tak na żywioł, bo szef kazał.

-Czyli dopiero drugi kierunek studiów przygotował do pracy?

-Myślę, że bardziej praktyka na budowie, a drugi kierunek był uzupełnieniem. Dzięki temu mam podwójne uprawnienia budowlane bez ograniczeń, konstrukcyjne i sanitarne. Firma Skanska daje mi takie pole rozwoju, że jestem w trakcie pozyskiwania kolejnych, hydrotechnicznych.

-A jeśli chodzi o pierwsze doświadczenia zawodowe. Czy pracowała Pani na umowę o pracę, czy była to umowa śmieciowa?

-Moja pierwsza umowa była umową śmieciową. Gdy zaczęłam się domagać od przełożonego, by dał mi właściwą umowę, ciągnęło się to, ciągnęło, aż się zwolniłam z tej firmy.

-Czyli jednak trzeba się liczyć z taką formą zatrudnienia?

-Trzeba się z tym liczyć, na rynku bywa różnie, ale warto jest jednak wybierać pewnych pracodawców, bo pracodawca, który daje umowę śmieciową, nie inwestuje w pracownika, w jego rozwój, w żadne inne rzeczy poza biznesowymi, dotyczącymi samego pracodawcy. Warto jest poszukać dobrego pracodawcy, a umowa o pracę może być wyznacznikiem.

– Jak znalazła się Pani na stażu w laboratorium betonu w Niemczech?

– Pojechałam tam po konkursie, który organizowała Politechnika Rzeszowska. Byłam studentką piątego roku, wówczas laboratorium Politechniki ściśle współpracowało z laboratorium betonu TBR w Brenburg i organizowali wymiany. Należało wykazać się znajomością betonu, norm na beton i konstrukcji żelbetowych, a oprócz tego znajomością języka niemieckiego przynajmniej na poziomie komunikatywnym. Do konkursu przystąpiło około 20 osób, ale tylko ja mieściłam się w kryteriach znajomości języka, gdyż byliśmy oceniani przez szefa tamtego laboratorium, z którym rozmawialiśmy po niemiecku. Wydaje mi się, że znajomość języka znacząco zaważyła i języków warto się uczyć. Do tej pory ze współpracownikami z laboratorium wymieniamy się pozdrowieniami świątecznymi, mailami, jeździmy do siebie. Nigdy nie warto palić za sobą mostów w pracy. Te kontakty są naprawdę ważne, jakkolwiek by się było złym na własnego szefa, na charakter firmy, trzeba podejść pod kątem swojego własnego biznesu, a ten kontakt może w przyszłości zaprocentować.

– Sądzę, że studentki mogą mieć obawy, że nie będą miały posłuchu wśród pracowników. Jakie ma Pani sposoby na krnąbrnych podwładnych? Zdradzi Pani swoje metody motywacji?

– Niesubordynowani pracownicy zachowują się najlepiej, gdy mają jasną sytuację. Taki pracownik musi wszystko wiedzieć i chce wszystko wiedzieć. Jego zachowanie może wynikać właśnie z braku wiedzy, w którym miejscu w firmie się znajduje i dlaczego. Trzeba mu to wszystko wytłumaczyć. A po drugie trzeba mu wyznaczyć bezpośredniego przełożonego. Gdy już zna swoje miejsce w firmie, to jest zupełnie inna praca.
Spadek motywacji, narzekanie, że gdzieś w innej firmie mogłoby być lepiej – z takimi rzeczami najlepiej sobie radzić poprzez doraźne metody motywacyjne, którymi nie zawsze są finanse. Interesy pracowników są bardzo różne i to są ich osobiste potrzeby. Nie każdego finanse zadowolą. Uważam, że dużo lepszą motywacją jest poznanie danego pracownika i poznanie, na czym mu rzeczywiście zależy. Przy każdej rozmowie, gdy pytam się pracownika, czy ta podwyżka rzeczywiście zaspokoi twoje potrzeby, to on się zastanowi. I zazwyczaj jest to brak możliwości rozwoju. Mówię mu wtedy, by znalazł sobie szkolenie w interesującym temacie, materiały, może wyjazd na kurs. A może chce tylko wrócić do rodziny i odpocząć dwa tygodnie. Umożliwiam mu to i daję poczucie, że jest pracownikiem wartościowym, którego chcę zatrzymać w zespole.

-Bycie kobietą w branży. Czy zdarzyło się Pani usłyszeć odmowę, ponieważ nie jest Pani mężczyzną, na przykład przy próbie podjęcia pracy?

-Ciężko jest mi to określić, ponieważ, gdy ja rozpoczynałam karierę, był taki boom na rynku, że pracodawcy potrzebowali pracowników i ja wstrzeliłam się w ten rynek idealnie, kończąc w dobrym momencie studia i zostałam zatrudniona początkowo w biurze projektowym, gdzie wytrzymałam jeden miesiąc, później w innej firmie przy przerzucaniu papierków i to był mój start, ale umożliwiał mi dalej rozwój, dawało mi jakieś doświadczenie przy zmianie pracy, która nie stanowiła już takiego problemu.

-Czy zdarzyło się Pani czuć różnicę w traktowaniu między sobą a swoimi męskimi współpracownikami?

– Na budowie płci nie ma, jest praca. I jeżeli podejdzie się do tematu w ten sposób, to się usłyszy słowa, które ja usłyszałam od swoich pracowników, że na tej budowie tylko ta dziewczyna chodzi w spodniach. To my, kobiety musimy się przygotować na to, że na budowie nie ma płci. Jest biznes i nieważne, czy prowadzi go kobieta, czy mężczyzna, tak samo mogą go prowadzić dobrze albo źle.

– Pracuje Pani teraz w firmie Skanska. Jak wyglądała ta część Pani kariery?

– W 2010 roku zatrudniłam się w firmie Skanska na stanowisko specjalisty kosztorysanta w oddziale w Rzeszowie, oddziale budów hydroinżynieryjnych, czyli w specjalności kanalizacyjnej, wodociągowej, gazowej, ciepłowniczej, stacji uzdatniania wody i oczyszczalnie ścieków. W 2011 już zaczęłam pracę na budowie stacji uzdatniania wody w Brwinowie na stanowisku Majstra. To był temat stacji połączonych, jedna w Brwinowie, druga w Parzniewie, na jednym kontrakcie trwającym półtora roku. W 2012 w kwietniu rozpoczęłam pracę na budowie oczyszczalni ścieków w Tłuszczu i równolegle prowadziłam budowę stacji uzdatniania wody w miejscowości Kozły już na stanowisku Kierownika Robót. Dwa kontrakty zakończone w pół roku, budowa od podstaw, także ciężko, szybko, nie było czasu zastanawiać się nad niczym, nie było płci, podziałów, była praca. Późnej, w 2013 budowa lotniska PPS13 dla Portów Lotniczych wraz z drogą kołowania i 2014-15 to stacja uzdatniania wody w Jedlińsku, tu znów awans na stanowisko Kierownika Budowy. Później takie drobne budowy jak kanalizacja w Jadwisinie, market w Grójcu, w konsorcjum wewnętrznym firmy, tj. we współpracy z oddziałem budownictwa ogólnego. No i później awans na Kierownika Projektów od listopada 2015 roku.

– Jaki planuje Pani kolejny krok w Skanska?

– Ciężko mi określić mój następny krok w Skanska, firma daje możliwości rozwoju i osobistego, czyli kształcenia pracowników na poziomie swojej wiedzy branżowej, jak i rozwoju stanowiskowego. Jestem, jak widać, dobrym przykładem, bo od specjalisty kosztorysanta, poprzez Majstra w Brwinowie, Kierownika Robót w Tłuszczu i zaraz Kierownika Budowy, aż do stanowiska Kierownika Projektów. To wszystko w przeciągu niespełna 6 lat, czyli bardzo szybko. Firma Skanska docenia ludzi zaangażowanych, tych, którzy chcą coś zrobić. Nie wiem, czy mój rozwój w tej firmie na stanowisku Kierownika Projektów się zakończy, czy nie, czas pokaże. To jest wszystko przyszłość, kwestia sprawdzenia się na danym stanowisku, potrzeba, by bezpośredni przełożony widział potencjał w awansie.

– Wydaje się, że jest Pani bardzo zorganizowaną osobą. Pracując w Częstochowie, obsługiwała Pani cztery budowy na raz. Czy miała Pani jakiś system pracy? Jak to wyglądało?

– System wyglądał tak, że przyszłam do prezesa, powiedziałam realnie, że nie da się jedną brygadą takich rzeczy zrobić. Pokazałam mu wykaz połączeń z jednego dnia, z trzech obiektów, na których nie byłam i że za chwilę może to skutkować karami finansowymi dla firmy z tytułu realizacji nieterminowej. Taka szczera rozmowa z pracodawcą, w której wyjaśnia się mu wiele rzeczy, o których niejednokrotnie nie wie i postawienie na swoim to też jest dobra organizacja.

– Na zakończenie poprosiłabym o radę dla studentów, na czym powinni się skupić, jeśli chcą iść w podobną stronę co Pani.

-Przede wszystkim powinni się sprawdzić. Na spotkaniu było pytanie, czemu nie zostałam w biurze projektowym, czy w laboratorium betonu. Nie zostałam, ponieważ nie widziałam się w tych miejscach. Zobaczyłam siebie dopiero na budowie, że budowa to jest mój żywioł. Dla kogoś to będzie właśnie biuro projektowe, ja nie mówię, że nie. Wszędzie trzeba się odnaleźć. Najgorszy pracownik to jest pracownik niespełniony, taki, który przychodzi do pracy za karę i tego należy unikać. Najlepsi są ci, którzy mają motywację, zaangażowanie, chcą iść do przodu.

-Dziękuję bardzo za poświęcony czas i wyczerpujące odpowiedzi. Rozwiała Pani wiele wątpliwości, które pojawiły się w mojej głowie i sądzę, że nie tylko w mojej.

Wywiad przeprowadziła: Agnieszka Mróz

 

Jedna myśl nt. „Anita Sobańska – kobieta pracująca

Możliwość komentowania jest wyłączona.